w x o x  9 0 . 6  p r o v i d e n c e    
 
 2007 rok... usłysz mój głos  02.01.2007 20:01

Jakiś czas temu, napisałem, że trzeba mieć wybitne szczęście, żeby pójść w losowej porze do kościoła i trafić na ślub swojej ex. Życie pisze dalece ciekawsze scenariusze. Łepkowska wysiada i "Klan" i "W labiryncie". Kolejny odcinek napisało wczoraj.

Nawet nie pamiętałem, jak Ona miała na imię. Spotykaliśmy się - jak mi się wydawało - przypadkowo na stawach, gadaliśmy na różne tematy, dni były dziwnie krótkie. Nie wiedziałem wtedy jak Jej to powiedzieć, a potem nagle zaczęła się pora deszczowa, potem wakacje się skończyły, zaczęła się nauka i takie tam bzdety. Ona znikła a zaczęło się radio.

Potem co jakiś czas wracała we wspomnieniach. Bo wiedziałem, czułem, że już znikła, że uciekła i zastanawiałem się, czy jakbym tam kiedyś poszedł, to czy bym ją spotkał. Ale to było nieprawdopodobne, jak trafienie w totka, a ja nigdy nawet nie puściłem losu.

Zanim uciekła też tego nie zrobiłem. Dziś, z maila, który przysłała po 12 latach, dowiedziałem się, że wygrana była gwarantowana. Bo drukarnia wydrukowała kupon tylko z jedną kratką do skreślenia. I tylko ja jeden miałem flamaster.

+ komentarz » 3 komentarze


 nieprzysiadalny  04.01.2007 06:01

Jestem w nastroju nieprzysiadalny, Noworoczne postanowienie: zero imprez w domu. Imprezy poza domem skreśliłem, bo do autobusu 4,5 km.

Być może trafiam na złe towarzystwo, a może towarzystwo ma za daleko do mnie. W każdym razie ostatni raz kiedy mogłem sobie pozwolić na pełnię imprezowej ekspresji, wyrażającej się w piciu i skakaniu do upadłego, miał miejsce na urodzinach Bilka. Z siedem lat temu.

OK, były jeszcze dwie meganajebki w akademiku. I jedne feralne urodziny radia. Feralne dla mnie, bo wyjęty z klopa po trzech godzinach z nim rozmowy zostałem zawleczony do newsroomu, gdzie przeleżałem całą sobotę. Ale czuło się, że się żyje, a karotka była wtedy nektarem bogów.

I nagle zacząłem trafiać na imprezy typu "czery pary z dziesięcioletnim stażem" gdzie motywy powtarzają się niczym historie mojej babci o tym jak to ruski chciał ją przelecieć samolotem. Lub w. Przy czym historia babci jest zabawna.

Nie wiem czy ludzie się tak szybko starzeją, czy do wódki coś się dodaje. Ale chciałbym znaleźć się znowu na sylwestrze jak wtedy u Feriego, gdzie zobaczyłem, że paw może przelecieć nad stołem nie zabrudziwszy stojącego na nim talerza kanapek. Gdzie nikomu nie trzeba tłumaczyć po co niemiecki producent stworzył tak rytmiczny remiks, a pana domu znajduje się rano na strychu w pudełku po telewizorze.

Dość. Wróćmy do realu.
Prosimy złożyć korekty deklaracji ZUS DRA. Dwadzieścia dwie plus kopie i deklaracje ZUA i ZWUA. Jest szansa, że po tym i ja pójdę położyć się w pudle po telewizorze.

+ komentarz » 2 komentarze


 yeahZUS  04.01.2007 16:01

Puszczę amazońską wytnę. Dwie godziny kalibrowałem drukarkę. W końcu się udało i wszystkie 26 kompletów deklaracji ZUS DRA wydrukowałem, podpisałem, podstemplowałem i zaniosłem sepleniącej biurwie na Klonowej.
"Przyjmowanie interesantów do 14:30" - zakomunikowała. "A poza tym tu jest wszystko źle. To nie to pole pan wypełnił."

Naprawdę nie chcę bluzgać.

+ komentarz


 W_drożenia  04.01.2007 18:01

Po setkach kurew rzuconych do wszystkich komputerów stacji, a najbardziej do własnego, wiem już co oznacza pozycja "wdrożenie" na fakturach za soft. Dobra lekcja. I za darmo - nie licząc dupogodzin. Prezes żywo interesuje się procesem. Równie żywo zawija się do swojego gabinetu, na hasło "połowa komputerów kwalifikuje się do wymiany, jeżeli mamy gwarantować stabilność całego systemu". Hehe.

No to się pośmialiśmy, teraz muszę napisać manual do wszystkiego.

+ komentarz


 touching down  05.01.2007 23:01

Po kilku dniach lekkiego rozstroju, wskaźnik o grubości włosa zbliża się do cyfry 0 na podziałce. Skalibrowane.

Czy można mieć do siebie pretensje o słowa, których się nie powiedziało i gesty, których nie uczyniło. A co by było, gdybym zamiast powiedzieć "no, zimno, to ja jadę do domu" powiedział coś w inny deseń.

Gdybym miał możliwość cofnięcia czasu, przewinąłbym ten moment? Nie. To wszystko by pozmieniało. Czas i przestrzeń. I mnie. I nieznacznie świat. A ja przecież chcę zostać w tym czasie i tym miejscu. I pozostać sobą.

Umówiliśmy się. Na wspólne oglądanie deszczu meteorytów, czyt.: spadających gwiazd. Wiem gdzie, ale nie wiem kiedy to będzie. Posługując się metrologią Kilianescu, "raczej później niż wcześniej". Ale jak nigdy - wcale się z tego powodu nie martwię.

+ komentarz


 kangur  06.01.2007 23:01

Kochany [nieczytelne]!
Przesyłam Tobie, [nieczytelne], Mamusi, Tatusiowi i Siostrzyczkom serdeczne pozdrowienia z bardzo dalekiego kraju, o którym kiedyś się będziesz uczył, a tymczasem pokochaj tego kangurka. [nieczytelne] sympatyczne zwierzątko, jak wrócę to opowiem Ci wiele ciekawych rzeczy.
Całuję twą mądrą główkę - Twoja [nieczytelne].

Kartkę z kangurem przysłała Pani Jadzia, którą poznałem w zerówce. Była wychowawczynią chyba drugiej grupy a nami opiekowała się tylko czasem. Fajnie się z nią gadało - mogę powiedzieć z perspektywy sześciolatka. Nie traktowała mnie z góry, może to dlatego tak ciepło ją wspominam.
Mieszkała w superfajnym, starym drewnianym domu, odpowiednikiem tych amerykańskich dworków z czasów wojny secesyjnej. Bardzo duży, w pięknym ogrodzie...
Ostatni raz widziałem Panią Jadzię chyba rok temu. Ale nie wiem czy mnie poznała :)

Kangura i tej kartki z Australii zazdrościli mi wszyscy. Nie wiem kiedy przyszła, bo w okresie fascynacji filatelistyką znaczek uciekł do klasera. A klaser zamieniłem potem na coś do nadajnika.

Chyba czas oprawić kangura w ramki, drugiej takiej pamiątki nie będzie...

+ komentarz


 jeszcze Polska...  09.01.2007 22:01

Obiecałem sobie, że z kasy, jaka mi się górką odłoży z racji nowego dilu, kupię sobie legalnego Corela. Takiego w pudełku i z numerem nie napisanym na płycie flamastrem. Ale guzik, null, zero, gówno. Nie przewidziałem, że będę spłacać kredyt, którym zapchałem skarbowy. Nie przewidziałem też, że mi za moją pracę nie zapłacą. Polska, ojczyzna nasza. Kraj, w którym nikomu się nie płaci. "Co mi zrobisz jak mnie złapiesz?" - pyta w ostatniej scenie filmu pod tym samym tytułem goniona świnia. Mówi Ci to coś?

W Polandzie jest tak, że zamiast skupić się na zarabianiu pieniędzy, musisz pilnować czy na pewno zrobiłeś dobrze pani z okienka. Twój miesięczny cykl wegetatywny wyznaczają dni 10, 20, 25 każdego miesiąca (chyba, że dany wypadnie w dzień wolny od pracy, wtedy liczy się najbliższy roboczy i data na stemplu teoretycznie). Jeżeli już wylizałeś komu trzeba, zaloguj się na konto i po raz kolejny sprawdź, że nikt Ci nie zapłacił.

Dlaczego jeszcze nie wyjechaliśmy? - pytam Rafała CO. "Musimy tu zostać bo ktoś musi utrzymać tę jebaną polskę bo kurwa zginie bez nas jak nic" - powiada. No tak. Zapomniałem. Przecie jeszcze Polska nie zginęła kiedy my żyjemy. ZUS DRA. Za kwiecień 2006. Drukuj.

+ komentarz » 1 komentarz


 crime story  11.01.2007 21:01

Jeszcze do niedawna cieszyłem się na widok Pani Listonoszki, bo oprócz faktur znosiła jakieś fajne rzeczy. Ostatnio same polecone za potwierdzeniem odbioru. Więc tylko czekam aż pójdzie, żeby dowiedzieć się, kto: prokuratura, zus czy skarbowy. Dziś skarbowy.

Wzywa się Pana(nią) do osobistego stawienia się w Urzędzie Skarbowym w charakterze podejrzanego w sprawie o przestępstwo podatkowe.

W sumie mogłem się spodziewać.

Licealna klasa mojej siostry to była wyjątkowa mieszanka, zdominowana przez cwaniaczków z nosami w górze. Wyjątek stanowili trzej amigos: Kocio, Benek i ten trzeci, którego imienia nigdy nie pamiętałem. Z nimi w sumie dało się pogadać i nie mieli tego syndromu. Kocia nie widziałem dawno. Benka spotkałem ostatnio na benzyniarni. Nie poznał mnie, albo udawał, żeby ukryć swe zażenowanie faktem pracy przy kiju. OK, rozumiem to.
Z tym trzecim, z którym w sumie najwięcej wtedy gadałem, dawno się nie widziałem. Ale spotkamy się za dwa tygodnie. Na teraz wiem, że ma ciekawą pracę i fajną pieczątkę: "Oskarżyciel Skarbowy".

+ komentarz


 Muchina  13.01.2007 22:01

Za moimi plecami jest wielka sala gimnastyczna spowita światłem reflektorów, zupełnie jak sala operacyjna. Tysiące ludzi na trybunach, wpatrzonych w platormę, nad którą w powietrzy wiruje drobna drzewczyna. Zimne światło nie daje praktycznie cienia. Ale cienie są za moimi plecami. Czarbo-białe zdjęcia ludzi, którzy dawno zgubili ścieżki do swych mniejszych lub większych życiowych celów. Za moimi plecami ściana z tapetą w kwiatki a na niej zdjęcie jakiejś wielkiej hali. Tysiące ludzi na trybunach wpatrzonych w dziewczynę, która leci, leci, jak gdyby nigdy nie miała wylądować. Ona sama siedzi naprzeciwko mnie, na wózku inwalidzkim, uczesana i nawet nieco podmalowana. To Jelena Muchina.

Tak zaczyna się wywiad z Jeleną Muchiną, radziecką gimnastyczką, złotą medalistką. Wielkie nadzieje, srebro, złoto, potem wypadek zaprzepaszczony start na olimpiadzie, dwie operacje i wreszcie pechowy trening, zakończony upadkiem, po którym już do końca życia była skazana na oglądanie tego, co dotąd było jedyną treścią jej życia.

Jeżeli już wyzwala się we mnie rzadki odruch współczucia, to zwykle wtedy, gdy trafiam na taką historię. Opowieść nie o tym, że ktoś stracił w pożarze rodzinę, nie o tym, że zawaliło sie w kopalni. Ale o kimś, komu bezpowrotnie odebrano życiową pasję. Zadziwiające zrządzenie losu, że historia ta trafiła do mnie właśnie dziś.

+ komentarz


 liczba dnia  15.01.2007 18:01

88.794 zł
Jedenaste: nie crackuj.

+ komentarz


 dla odmiany cytat dnia  17.01.2007 22:01

Uczestnik jednego forum pisze:
Żyję w miejscu, gdzie czytaczki z prompterów robią największe kariery a blond ciotka nagrywa psalmy i sprzedaje ich 140 tysięcy. Polacy sami się wykończą. Już niedlugo.

Chciałoby się dyskutować. Ale z faktami trudno.

+ komentarz


 swojsko  23.01.2007 12:01

Oskarżyciel skarbowy przywitał mnie krótkim "cześć, siadaj", po czym zadał pytanie, które wyznaczyło tor, po którym przebiegała rozmowa. "Dalej jeździsz srebrną strzałą?".

Mieszkanie na zadupiu w pobliżu małego miasta ma swoje niewątpliwe minusy. Jest to zadupie, do którego zdobycze cywilizacyjne jak światłowód docierają z opóźnieniem lub wcale. Po drugie, wszyscy cię tu znają. Ma też jednak niewątpliwy plus: wszyscy cię tu znają.

Za przestępstwo podatkowe zostałem ukarany grzywną w wysokości dziesięciu dniówek plus koszty proceduralne. Pardon, zostanę ukarany. Na razie moja sprawa powędrowała na dno szuflady. Na dwa miesiące mogę o niej zapomnieć.

+ komentarz


 radość życia  26.01.2007 21:01

Ciągnąc swój odwłok za wózkiem w tesco, bez krwi, bez ducha, zobaczyłem nagle w alejce głównej stand reklamujący bank. Jakiś mózg narysował wizerunek karty kredytowej i dał slogan: "Radość życia". Nie wiem skąd u mnie ten odruch. Półautomatycznie skreśliłem pierwsze dwie litery.

+ komentarz » 2 komentarze


 zenit  29.01.2007 12:01

O 12:40 mój wkurw osiągnął punkt krytyczny i wykonałem telefon do pana od drewna. Nie było go, jak zwykle, a żona jego spuściła mnie na drzewo (sic!) tekstem, że drewna nie przywiozą dziś, bo dziś w ogóle nie wożą. W sobotę nie wozili, bo im się samochód zakopał. Ale mieli go wyciągnąć i zadzwonić w niedzielę. W niedzielę nie zadzwonili, podobnie jak wcześniej we wtorek, poniedziałek, piątek i czwartek. Wtedy jeszcze była pogoda.

O 12:41 po telefonie do pana od drewna mój wkurw osiągnął poziom wkurwu silnia. Wykonałem telefon do nieznanego człowieka. Ten poinformował mnie, że drewno ma, tej samej daty zresztą ścięte, do tego porąbane i taniej. I że przywiezie na 15:00.

O 12:42 wykonałem drugi tego dnia telefon do pana od drewna. W miłych słowach przekazałem żonie pana od drewna, by powiedziała mężowi, że nie będę już go męczył, że może sobie zrobić z tym drewnem co chce, ja już go nie potrzebuję i jego łaski też. Skoro ma tak daleko i skoro tak bardzo żałuje pieniędzy na telefon, żeby mi powiedzieć jaka jest sytuacja. Ja rozumiem klimat, załamanie pogody, ale nie rozumiem jak można prowadzić handel obwoźny bez telefonu komórkowego. Dodałem, że mam dość obiecywania złotych gór i dziecinnych tłumaczeń. Wszystko zniosę - tylko na swaroga - zadzwoń do mnie człowieku i powiedz o co kaman. Jeżeli mu moja kasa nie pasuje, to ja mu na siłę wciskał nie będę. I że życzę dużo szczęścia z takim podejściem do biznesu.

+ komentarz

 
 status 

wxox906@gmail.com żółte = online

 archeo 


2007
[01][02][03][04][05][06]
[07][08][09][10][11][12]

2006
[01][02][03][04][05][06]
[07][08][09][10][11][12]

2005
[01][02][03][04][05][06]
[07][08][09][10][11][12]

2004
[01][02][03][04][05][06]
[07][08][09][10][11][12]

2003
[01][02][03][04][05][06]
[07][08][09][10][11][12]

2002
[01][02][03][04][05][06]
[07][08][09][10][11][12]

 Stereo 

Phoenix - Too young. Odgrzewany kotlet ale jeszcze soczysty.

 Juzles links 

www.radiomaryja.pl
brian.blog.pl
lista wildsteina


 Zagadka 

(nie-autobiograficzna)

- Jak nazwać nietypową biegunkę?
- Sraczka dziwaczka.

Status: wxox906@gmail.com żółte=żywy :-)